Tajemnica...

Złość , nienawiść , zazdrość , zawiść

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Witajcie kochani ;)
Muszę zrobić sobie przerwę.Musze na razie poukładać sobie w życiu.Mam nadzieję,że kiedyś u wrócę.Chciałabym wam bardzo podziękować za czytanie moich nudnych rozdziałów,a szczególnie osobom,które mnie wspierały :*
Dziękuję i życzę udanego Sylwestra :*
^^
308011_324426537656058_863909882_n.jpg
Tagi: Koniec
24.12.2012 o godz. 20:06
*.* Kocham ją,chodź nie lubię żółtków ^^
Ma zaje*** głos i do tego ma cuuudną urodę.
A tutaj druga,ponieważ nie chciała wskoczyć ;)
21.12.2012 o godz. 14:13
Dom - jak dobrze...Jeszcze nigdy w życiu nie marzyłam,aby jak najszybciej się tu znaleźć.Po imprezie gnałam jak szalona,ale i tak nie ominął mnie wzrok Damiana i jego szyderczy uśmiech,aż chce się mu przywalić.
Nigdy nie zapomnę tamtej nocy :
Byłam na imprezie u Moniki,on zresztą też.Tańczyliśmy,gadaliśmy,przytulaliśmy się.Potem dużo piliśmy.Kamili ze mną nie było,po prostu chciałam sama się dobrze bawić i poznać kogoś nowego,a Damian był o rok ode mnie starszy... Poszliśmy na górę do sypialni,bo "CHCIAŁ MI COŚ POWIEDZIEĆ"...A ja głupia szłam krok w krok za nim,zamknął za nami drzwi na klucz,ale ja nadal mu ufałam...
Wziął mnie za rękę i zaczął szeptać:
-Nie wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia do dziś.Gdy spotkałem ciebie.-pocałował mnie w szyję-Jesteś idealna...
Potem...Potem zsunął rękę bardziej w dół.Szarpałam się,ale to jeszcze bardziej pogorszyło sytuację.Rzucił mnie na łóżko...
Byłam głupia i naiwna!A dzisiaj znów miało się to powtórzyć,na szczęście pojawił się Max.Boże,gdyby nie on...
-Kochanie zgaś to światło już północ,chcę spać...
-Dobrze mamo...Kocham cię...
-Ja ciebie też skarbie...

-Piąteczek,piątek,piątkunio...I weekend...-wykrzyczałam wychodząc ze szkoły.
-Uspokój się Sandruś -powiedziała śmiejąc się Monika.
Nikt nie wiedział o tym co zdarzyło się u niej między mną ,a Damianem.
-Party Hard!Hahaha...
-Oho ,chyba ktoś tu idzie-śmiejąc się Kamila wskazała Maxa.
-Ahaaa...
-Hej-krzyknął z jakieś 5 metrów dalej i pomachał do nas.
Za mną dziewczyny tarzały się ze śmiechu ,a ja się tylko krzywo uśmiechnęłam.Znowu ten śmiech za mną.Nie zważając na Kamilę i Monikę poszłam w stronę Maxa.
-Możemy pogadać?Znaczy ja...
-Tak.
-Chciałam ci podziękować za wczoraj...
Popatrzył się na mnie jakbym była idiotką i od razu pożałowałam tego co powiedziałam.
-Za to przed Damianem-wykrztusiłam
-Aha!Co za dupek!Jak on śmiał!
Czułam zdziwiony wzrok dziewczyn.
-Tak troszeczkę ciszej,ok?
Pokiwał głową .
-A i jeszcze jedno...
-Tak?
-Żeby nikt o tym nie wiedział,ok?To pozostanie między nami?
Roześmiał się.
-Co?
-Nic,nic...Może wybierzemy się gdzieś jutro wieczorem?
Zatkało mnie.Wiem to dziecinne,ale po raz pierwszy ktoś zaprosił mnie na randkę, jeżeli w ogóle była to randka.
-Pod jednym warunkiem.
-Hahaha, słucham?
-Powiedz mi z czego się śmiejesz?
-Jutro o 17 00 ci powiem
-Wrrr
-Nie ugryź mnie.
-Hahaha,ok muszę spadać pa.
Już widziałam wzrok Moni i Kamili,ale ku mojemu zdziwieniu już poszły.Uśmiechnęłam się do siebie i odwróciłam się w stronę Maxa.Jeszcze tam stał i patrzył jak odchodzę.Wysłałam mu pytające spojrzenie,ale sądząc po jego śmiechu jakoś mi nie wyszło. Ahhh...Zbyt wszystko przeżywam.
Straszny tydzień szkolny z cudownym zakończeniem...I kolejny uśmiech w tym dniu.
:*
154336_126116120874697_2086195712_n.jpg
20.12.2012 o godz. 17:25
Przekroczyłam próg szkoły i od razu zrobiło mi się niedobrze.Czułam zapach benzyny ,wymiocin i chyba dymu papierosowego,na który byłam uczulona,ale czego nie robi się dla zabawy z Kamilą.Nauczyciele jak zawsze nie panują nad niczym .Weszłyśmy na sale gimnastyczną ,gdzie odbywała się dyskoteka.Przy koszu Damian tańczył z jakąś miniówką.Kamila zauważyła moją wściekłość.
-Hej.Nie przejmuj się.Pamiętaj co sobie obiecałaś,żeby...
-Żeby do tego dupka się nie odzywać i nie dawać mu satysfakcji-dokończyłam.
-I o to chodzi!-uśmiechnęła się i już skakała jak małpa na środku sali.
Dołączyłam do niej.Kontem oka zauważyłam,że Damian przygląda mi się z zaciekawieniem.Pewnie mnie sobie nie przypomina.Tak to już jest z chłopakami.
-Chodź, napijemy się czegoś?-zasugerowała moja przyjaciółka
-Już myślałam ,że o to nie zapytasz. Hihi...
Po 5 minutach znów szalałyśmy na parkiecie ,a do tego nie same.Tańczyłyśmy z Maxem i Wiktorią(ci nowi uczniowie)Max często na mnie zerkał,a Kamila śmiała się i poszturchiwała mnie co chwilkę.Potem nagle Kamila i Wiktoria ulotniły się.Staliśmy tak na środku przez chwilę,zakłopotani.Chciałam jak najszybciej przerwać tę cisze i wypaliłam :
-Zatańczymy?
Zaśmiałam się przy tym jak idiotka,ale żyje się tylko raz.
-Chętnie- i pierwszy raz uśmiechnął się przy mnie tak olśniewająco.
Nasze ciała ruszały się w rytm muzyki ,a po tem zwyczajnie tak jak zawsze zaczęłam się wygłupiać,a on dołączył do mnie.Cudownie się bawiłam.
Godzina trwała już jakieś dobre 3 godziny.Wyciągnęłam butelkę i wzięłam dużego łyka.Nie zauważyłam,że ktoś za mną stoi.Gdy się odwróciłam myślałam ,że zemdleje.
-Czego chcesz?Tamta miniówka ci się znudziła-wycedziłam przez zaciśnięte zęby i od razu tego pożałowałam,bo dałam mu satysfakcje,że jestem zazdrosna.
-Ach...Jak to cudownie,że jesteś jeszcze o mnie tak dziecinnie zazdrosna...
Położył dłoń na moim tyłku.Przywaliłam mu z całej siły,ale on mnie nie puszczał.
-Ostatnio ci się podobało...
Nasze oddechy połączyły się,czego nie chciały ,a jego dłoń widocznie wybierała się na wędrówkę...
-Hej !Co tu się dzieje!-za Damianem jagby nie wiadomo skąd pojawił się Max-Co ty do cholery robisz?Zostaw ją!
-Nie wpier*** się!Nie twoja dziewczyna!
-Nie jestem twoją dziewczyną!-krzyknęłam i momentalnie dostałam pięścią w twarz.

Moje ciało sflaczało,a z nosa lała się krew.Damian z nowym bili się,aż Max rzucił nim o ścianę,która znajdowała się od nas z 10 metrów.
Patrzyłam na to wszystko ze strachem w sercu.
Nowy szedł w moją stronę,a ja skuliłam się ,bo bałam się,że coś mi zrobi.
-Spokojnie.Nie bój się.Jesteś już bezpieczna...
Podał mi swoją rękę ,ale nie przyjęłam od niego pomocy i na chwiejnych nogach uciekłam do Kamili,w bezpieczne miejsce...
-Coś taka wystraszona?-spytała Wiktoria i popatrzyła się znacząco na Maxa
-Ja?Nie skąd...Wszystko w porządku.
Po paru minutach uspokoiłam nieco ręce u serce.Po paru minutach tańczyłam z Kamilą .Po paru minutach o wszystkim zapomniałam...
384956_370887772996262_465537457_n.jpg
15.12.2012 o godz. 13:46

:'(

Wybaczcie moi drodzy,lecz mój komputer zepsuł się i musiał iść do naprawy.Postaram się jak najszybciej to nadrobić,ale na pewno nie dziś ,bo dużo pracy mnie czeka ;)
417129_388516697890815_339166417_n.jpg
Tagi: :'(
11.12.2012 o godz. 16:44
Dzisiaj imprezka w szkole,po raz pierwszy jestem na nią pozytywnie nastawiona.Jeżeli zaś chodzi o Kamile to troszeczku się boję.Nie chce jej stracić,wspierała mnie w trudnych chwilach,pocieszała i dawała nieźle po pysku innym gdy coś ktoś mi zrobił.Właśnie za to ją kocham,że nie jest tak nadęta i pusta jak inne,które ciągle obgadują siebie nawzajem.
Ubrałam krótką ,zwiewną pomarańczową sukienkę,a do tego czarne szpilki.Tak wiem,nie jestem za mądra.Najwyżej się w nich zabiję.
-To pa mamo. Wrócę o 20:30 ok?-powiedziałam przed wyjściem
-Miłej zabawy.
Po drodze zadzwoniłam do Kamili.
-Cześć...-rzekłam prawie bezdźwięcznie.
-Czego chcesz?-zapytała szorstko
Mimo wszystko próbowałam powstrzymywać smutek zmieszany z gniewem.
-Idziemy razem do szkoły hmmm...?
-Nooo
-Ok to pa -zakończyłam szybko tą rozmowę.
Znów to przygnębienie,a wszystko zapowiadało się tak zajefajnie.Kurde no.Wszystko zawsze na koniec się spieprzy. Wrr...
Po kilku minutach stanęłam przed jej drzwiami.Zadzwoniłam raz,potem drugi i trzeci.Czekałam około 20 minut.Nie otwierała.Wkurzyłam się na serio .Walnęłam pięścią o drzwi i ruszyłam przed siebie.W połowie drogi ktoś krzyczał moje imię .Odwróciłam się i zauważyłam Kamilę.
-Poczekaj!Gdzie idziesz do jasne ciasnej!Wołałam cię przez całą drogę-powiedziała zdyszana.
Szłam z wysoko podniesioną głową,nie zwracając uwagi na jej słowa i ruchy.
-Ej fochłaś się o coś?
-Ja?!Nie skąd o co niby miałabym się obrazić!-powiedziałam sarkastycznie
-Dobra jak chcesz!
Usłyszałam w jej głosie płacz i tak jakoś serce mi się ruszyło inaczej,a raczej zabiło.Boże jakie to dziecinne!Kłócimy się o byle co ,a ona udaje małe dziecko.
-Ej sorki!-podbiegłam do niej i przytuliłam się.
Wyszczerzyła swoje nienaturalnie białe ząbki i cały świat zmienił swoje kolory.W podskokach (jeżeli można to uznać za wywracanie się o kamienie i wpychanie się nawzajem w żywopłot).Miałam niezły ubaw.Ahhh...Co ja bym bez niej zrobiła?Moja kochana...



...........................................................
Rozdział pisany na szybko więc może pojawić się kilka błędów.W trzecim rozdziale akcja bardziej się rozwinie;)
Rozdział dedykowany dla Mysweetdreamm
560666_325855057513206_1239944992_n.jpg
29.11.2012 o godz. 20:01
Moi drodzy ;)
Mysweetdreamm to nie mój blog!Jest on mojej przyjaciółki,a powiadomienia o nowej notce są takie same(pomagałam jej promować blog) bo się śpieszyłam,ponieważ nie miałam czasu.Proszę wybaczcie mi to :*
293767_419152408149837_1665632996_n.jpg
24.11.2012 o godz. 08:52

Kocham swoje życie.Rodzice nie wtrącają się do moich spraw.Nie posiadam rodzeństwa z czego bardzo się cieszę.Za to mam cudowną psypsiaciółecke,chodź ostatnio coś się popsuło.Prawie w ogóle nie rozmawia ze mną,a na przerwach ignoruję mnie.Jutro w szkole andrzejki,szczerze mówiąc to nie przepadam za imprezami w budzie,ale za to dotrzyma towarzystwa Majce,która siedzi zawsze jak mysz pod miotłą.Jeżeli zaś chodzi o naukę to nie narzekam.Czasem zdarzy się trója,ale przeważnie to lecą czwórki i piątki.
Teraz leżę "rozwalona" na łóżku i słucham muzyki.Jestem chyba jedyną z klasy ,która nienawidzi rapu.Wszystkie szpanują w dresach i myślą ,że niby są fajne.O sobie,a raczej o swoim charakterze nic nie mogę powiedzieć ,bo codziennie mam inny nastrój ,więc trudno mnie określić.
Zerwałam z Damianem i wcale nie czuję bólu ,żalu czy czegoś tam jeszcze,a wręcz przeciwnie rozpiera mnie energia i radość.To wszystko było po prostu udawane.Gdy przechodziłam obok niego i jego kolegów udawał,że mnie nie zna.Później nie odzywał się do mnie w ogóle.Dobra od początku:
Poznaliśmy się lepiej na wycieczce szkolnej (pojechała klasa 2 i 3 gimnazjum) do Elbląga .Gadaliśmy ,a każdy wieczór spędzaliśmy ze sobą.Traktowałam go jako przyjaciela ,ale wszystko się zmieniło gdy w ostatni dzień wycieczki pocałował mnie.Zakochałam się od razu.Tak wiem troszeczku żałosne...Wszystko było by super gdyby nie jego nowa psypsiaciółecka. Sądząc po sytuacji zabujał się w niej,a o mnie zapomniał od tak.Napisałam do niego sms-a z wiadomością,że to koniec,a on się nie przeją i zwyczajnie odpisał : "Ok" i na tym się skończyło.Wiadomo,że to nie mogło się udać,gdyż był ode mnie starszy o rok.
Szesnastego września doszło do naszej szkoły rodzeństwo :siostra i brat,a ja dopiero teraz się o tym dowiedziałam.Kamila-moja najlepsza przyjaciółka -o wszystkim wiedziała,ale oczywiście jak zawsze o niczym mnie nie poinformowała.Wszystkie dziewczyny wzdychają do nowego,ale nie jest on w moim typie.Za to jego siostra jest przepiękna.Blondynka,jasna cera ,niebieskie ,głębokie oczy ,szczupła,wysoka,a do tego miła!Szczerze mówiąc zdziwiłam się ,bo wszystkie ładne laskie albo są głupie,albo są chamskie. Gadałam z nią na łączeniu klas.Kamili nie było,więc siedziałam sama.Potem Mirka-bo tak tej ładnej lasce było na imię- sama się do mnie przysiadła od tak,chodź nie mogła sobie od tak siąść ,zapewne dlatego , że nie było miejsc natychmiastowo znalazła się obok mnie.Opowiedziałam jej dosłownie cały swój życiorys ,a o niej wiem tylko tyle,że mieszka na końcu miasta w starym domu z rodzicami.Gdy tylko zadzwonił dzwonek ulotniła się zanim mrugnęłam okiem.
536409_126965167456459_2069184444_n.jpg
Tagi: Rozdział 1
23.11.2012 o godz. 17:13
Kamila-przyjaciółka Sandry,ostatnio bardzo skryta,zamyka się przed wszystkimi.


Damian- były chłopak Sandry ,sądzi ,że jest najlepszy i wszystko może mieć.


Max- jest nowy w szkole i czuje się pewnie,co prawda nie króluje wśród chłopaków,ale dziewczyny są w nim szaleńczo "zakochane "


Wiktoria-siostra Maxa ,próbuje zaprzyjaźnić się z każdym


Sandra-różnie to z nią bywa,ma szalone życie i chciałaby trochę zwolnić

541_370677413017298_1244409665_n.jpg
Tagi: Bohaterowie
18.11.2012 o godz. 13:55

Wracam :))

Oczywiście bez pomysłu ;)
Będę pisać to co mi przyjdzie do głowy ;)
Najwyżej się zanudzicie ;)

Pozdrowionka :*
467.jpg
16.11.2012 o godz. 20:19

"Biała Dama "

Zakończona z powodów braku pomysłu ;)

*Możliwe,że będę tu pisać inną historię,ale to w dalekiej przyszłości :)

Pozdrawiam...
16919_487367274630593_1187498660_n.jpg
10.11.2012 o godz. 08:00
Rozdział 7
Wszyscy stali jak wbici w ziemię.Nikt nie mógł wydobyć z siebie słowa.Przecież w szpitalu stwierdzili zgon Wiktorii.Dopiero teraz dowiedziałem się jak ma na imię.Podbiegłem do trumny.Upadłem na ziemię.Coś chwyciło mnie za szyję.Poczułem krople wody na policzku.Traciłem oddech.Błagałem ,żeby to coś przestało.
Matka Wiktorii ciągnęła mnie w swoją stronę,jakiś nieznany mężczyzna w swoją.Wszyscy okrążyli mnie dookoła. Nie miałem szans na wygraną.

Słyszałem krzyki,wrzaski:
-Won stąd!
-To nie jest miejsce dla ciebie!
-Ona tu rządzi!
-Nie jesteś godzien!
-Do podziemi!
Resztkami sił otworzyłem oczy.Z grobu wyszła ona i Weronika.Obie ubrane na biało.Bez oczu.Natychmiastowo zamknąłem swoje.
-Cisza!!!-poczułem uderzenie od ziemi.
Jej głos był tak silny,że obok wystrzeliła mina.Ręce dygotały mi.
-Ludzie .Przestańcie-za cedziłem przez zęby.
-Co?!On jeszcze żyję!Siekiera!Odrąbać mu głowę!
Słychać było szuranie i ostrzenie noży.
-Matko-szepnął ktoś czule-Sprawmy to szybko,aby nic nie poczuł.Nie chcę tego słyszeć.
Wiktoria?!Do niej!To,to dlatego w lesie po nią przyszła.Przecież ją uratowałem,prawie,więc czemu chce mnie zabić?
-Wiktorio!On rzucił się na ciebie nożem,bo uroił sobie coś w głowie!Cierpiałaś!Dobrze ,że cię znalazłam.Ja jestem twoją prawowitą matką.Ukradli mi cię.Nawet nie wiem z jakich powodów!Podszyła się pod twoją matkę.Teraz jest z nami,ale później rozprawimy się z nią.
-Dobrze-powiedziała ulegle
-Wiktoria!Nie słuchaj jej!Okłamuję cię!To wszystko jest nie jest...-w tym samym momencie poczułem przenikliwy ból około tętnicy.

Raport z gazety:

Aleksander Maniak zmarł w lipcu 2012 roku.Z nie wiadomych przyczyn.Jego ciało znaleziono przy opuszczonym domu w lesie.
Tagi: Rozdział 7
07.11.2012 o godz. 20:04
Obudziłam się.Leżałam na łące pełnej kwiatów,ale przecież była jesień?Ja się przejmuje dlaczego rosną kwiatki w jesieni ,a nie tym ,że nie żyję.Jestem w swojej duszy tak jak gdyby.Nadal przeraża mnie myśl,że byłam nią.Może jest kimś z rodziny...Serce samo biło szybciej na myśl o tym.
-Dobra-powiedziałam sama do siebie
-Do Do Bra Bra-odpowiedziało mi echo
Poczułam ogromną pustkę.Co mam teraz robić?Czy ktoś mnie w ogóle widzi?Gdzie ja jestem,ale nie duszą,lecz ciałem?Nieopodal zauważyłam garstkę domów.Z daleka widać było,że pozieleniały ze starości, zostały opuszczone.Kolejna łza popłynęła mi po policzku.Ta bezsilność...Sama na pustkowiu.Do czego mam dążyć?Czy tak wygląda życie po śmierci. Czy trafiłam do piekła?Dlaczego ja?Za jakie grzechy?Przecież nic aż tak złego nie zrobiłam.Do tego czułam chłód!Jakim cudem?Przecież nie miałam ciała.Byłam po prostu mgłą.Niczym.Ściemniało się z sekundy na sekundę.Jeden pomysł mi zaświtał w tej chorej głowie.Weszłam do jednego z tych domów,chociaż strasznie się bałam.Drzwi były oplecione pajęczynę zresztą tak jak wszystko co w środku.Na kominku stało zdjęcie ,jagby przed chwilą ktoś je wyczyścił.Przybliżyłam się do niego.Widniałam na nim JA!Uśmiechnięta,bawiąca się z jakimś chłopczykiem starszym o 2 może 3 lata.Ktoś zapukał do drzwi.Zlękłam się.Upuściłam zdjęcie i momentalnie znalazłam się pod stołem.Mała dziewczyna podniosła je i położyła troszeczkę krzywo,ale na tym samym miejscu.Za nią wszedł chłopczyk i poganiał ją.Po chwili spostrzegłam się,że to ja.Serce zamarło mi ,chodź wiem ,że go nie miałam.Dziecko uśmiechnęło się i krzyknęło:
-Mamo?!Ja idę na poole pobawić się z Adrianem.
Wyszła z drugiego pokoju.Ubrana na biało.nie to nie możliwe.Biała Dama była moją matka?!
Próbowałam wydostać się z pod stołu,ale jakąś siła popchnęła mnie do tył i wpadłam w jakąś czarną dziurę.Upadłam bezboleśnie.Znajdowałam się w białym pomieszczeniu.Prawdopodobnie w szpitalu.Znowu ujrzałam siebie.Leżącą na łóżku.Kurczącą się coraz bardziej.Podeszła do mnie w tej zakrwawionej białej sukni ślubnej.Próbowałam ją odepchnąć,ale przeszła przeze mnie.Kolejny krzyk.kolejna dziura i znowu jestem gdzie indziej.Tym razem w stajni.Znowu byłam tam ja tylko jako pięciolatka.Obok mnie szła Ona.Potknęłam się ciągnąć za sobą ma... ma... matkę. Upadła głową na widły.Przebiła nimi swoją głowę.Uciekłam do domu płacząc.
-Po...pomó...szsz-ostatnie słowa,które padły z jej ust.


Pogrzeb za godzinę,a ja dalej nie mogę uzmysłowić sobie,że nie żyję.Nie byliśmy nawet przyjaciółmi,a ja czuję mocno jej brak.Tak wiem nie powinienem płakać,ale cóż widocznie nie jestem taki mocny jak mi się wydawało.Przecież jej śmierć zawdzięczam sobie,ale jeżeli by mnie tam nie było to nawet jej cia...ciała nie znaleziono by.Ostatni guzik,otwarcie drzwi,wsiadanie do samochodu i wkroczenie na progi kościoła.Zobaczyłem trumnę i już się rozkleiłem.Dlaczego?Koledzy patrzyli na mnie jak na dziwaka.Miałem ochotę im przywalić,a mój kumpel śmiał się z jakąś dziewczyną.Złość buzująca w mojej głowie chciała wydobyć się na zewnątrz ,ale nie pozwoliłem jej na to.
Koniec Mszy Świętej.Teraz na czarno ubrani mężczyźni szli w stronę grobu.Jej matka płakała tak,że wózek kołysał się na wszystkie strony.
-Eh-westchnął Staszek
-Co?-spytałem go zdziwiony
-Odeszła ta dziewczyna,a ty się jeszcze pytasz co?
Walnąłem go prosto w zęby.Rozpętała się prawdziwa bitwa,każdy próbował nas rozdzielić,lecz nic to nie pomagało.Nagle rozległ się przeraźliwy krzyk.Ktoś ze środka trumny zaczął walić.Wszyscy zamarli.Ktoś otworzył trumnę.Stanęła na równe nogi i od razu upadła.

02.11.2012 o godz. 16:06
Co mu się stało?Chyba ześwirował!Krzyczy,wrzeszczy...W końcu rzuca się na mnie.Uderzam głową o kamień.I...nic..pustka.Jestem dosłownie w czarnej dupie.Nic nie widzę,nic nie słyszę,nie mogę poruszyć ustami. Widzę oddalające się MOJE CIAŁO.Niesie je on .Zapłakany. Ręce trzęsą mu się.Boże co on zrobił?!Wreszcie sobie wszystko ogarnęłam.Ja nie żyję!JA NIE ŻYJĘ!Ja,ja...
Biegłam,Płynęłam.Za nim.Krzyczałam mu do uszu!
-Co mi zrobiłeś?Pytam się?!
Rozpłakałam się,ale zamiast łez płynęły mi krople krwi.
Nagle on odwrócił się.Stanął jak wryty.Upuścił moje ciało.
-Uważaj!-krzyknęłam
Wydarł mnie z moich rąk tak jak gdyby.
-Zostaw ją czarownico!-i rzucał kamieniami w moja stronę bezskutecznie.
Spojrzałam sama na siebie.
-Aaaaaaaaaaaaa-wrzeszczałam
Miałam inne ciało,duszę.Boże nie wiedziałam co to jest,ale tylko jedno sobie uzmysłowiłam mam jej ciało.



Upadłam na zięmię.Tak upadłam,bo lewitowałam.Latałam w nie swoim ciele!Jestem kimś innym.To ja w końcu żyję czy co!?
Zasnęłam od tak.

Wziąłem ją na ręcę i biegłem do szkoły.Co sił w nogach.Rozpływała się dokładnie na moich oczach.Coraz bielsza.Coraz bardziej bylo widać żyły.Momentalnie wyciągnąłem komórke.Zadzwoniłem po pogotowie.Pozostało mi tylko czekać.
Nauczycielka z przedszkola natychmiast wyleciała na polę.Cała czerwona.
-Boże dziecko!Co sie stało?!Trzeba zadzwonić na pogotowie.-latała w ta i z powrotem.
-Zadzwoniłem-powiedziałem obojętnie.
Przecież widać,ona ... ona... nie ...nie potrafię nawet tego wymówić.Ten potwór ugryzł ją w szyję.Ona upadła ciężko,a czarownica ciągnęła ją w swoją stronę.Dobrze że szybko zaergowałem,bo inaczej...
-Pryjechała!-wrzeszczałem-Tutaj!Tutaj!
Natychmiast przyjechała.Zabrali ją.Nie mogłem pojechać z nimi do szpitala.Ręce trzęsły mi się coraz bardziej.Przecież to nie możliwe,żeby coś było w lesie i zabijało lu...Wampir?Nie to tylko w filmach.Musiałem usiąść ,bo upadłbym.Jak ja wrócę do domu.O..o..ona tam będzie.Zaatakowała też Wariatkę.nikt mi nie uwierzy i zniknę bez śladu.
-Boże!-krzyknąłem z przerażenia.
I olśniło mnie.Pobiegłem do kościoła.Modliłem się zażarcie o nią i ,żeby ten potwór zniknął.
Zadzwoniłem do ojca,aby po mnie przyjechał.Wyśmiał mnie i rozłączył się.
Szełem szybko przez las,ale zarazem cicho,aby mnie nie usłyszała.
-Widzę cię i nie musisz się chować-usłyszałem za drzewem.Tym razem to była ona w samej osobie,ale taka ulotna.Nie bałem się.
-Co mi zrobiłeś co?!
-Ja?!-zdziwiłem się
-Czemu mnie zabiłeś!-w oczach zaczęła jej się pojawiać krew.
-Dlaczego?!Co ja ci zrobiłam.Mam dom ,matkę...
Znikała coraz szybciej.
-Nie nie !Nie znikaj.
-Zemszczę się...Pamiętaj!


..................................................................................................
Wybaczcie,ale napisałam go szybko,bo czasu nie mam,więc może byc słaba jakość... XD
Tagi: Rozdział 5
29.10.2012 o godz. 17:57

Miał być śnieg,a jest deszcz :/

27.10.2012 o godz. 16:47
Błagałam w myślach,aby mnie nie zauważył.Gdy go widziałam zawsze przechodził mnie strach .Może dlatego,że był dla mnie zupełnie obcy.
-Ooo...Hej.-krzyknął z daleka
-Boże,dlaczego ja?-wymamrotałam
-Co mówiłaś?
Dobra muszę się tylko uśmiechać i wszystko będzie dobrze zapominając to co działo się wcześniej.Być naturalna,naturalna,n-a-t-u-r-a-l-n-a...Przecież to proste.No dasz radę.Uśmiechnęłam się do niego szeroko tak aby nie mógł rozpoznać mojego lęku.Tak wiem ,lepiej było by uciec,ale ciągle to robię i znów byłabym obiektem wyśmiania.
-Cześć co tam?-powiedziałam to troszeczkę sztucznie.
Modliłam się,żeby nie poznał mojego tonu.Odwzajemnił uśmiech.Nogi zaczęły mi się uginać jak kurcze wata.Nie denerwuj się,bądź spokojna.Nic ci przecież nie zrobi.I dlatego zaczęłam się śmiać.
-Dobrze się czujesz?-zapytał zdziwiony sytuacją
-Tak ,tak.Coś taki posępniały.-dalej się zgrywałam
-Aha...
Szliśmy tak w milczeniu do szkoły.Zapewne poczerwieniałam na policzkach i uszach.Tak szedł ze mną do szkoły!!!Tylko było mi tak głupio,dziwnie.Jagby robił to z przymusu.
Na lekcjach siedziałam cicho,zresztą to nic nowego.Po lekcjach szłam z NIM.Znowu taka cisza,więc się zatrzymałam i udawałam ,że coś wyciągam z plecaka.Też stanął.
-Ej...-odezwałam się pierwsza,a głos mi drżał
-Dobra!-krzyknął-Nie udawaj ,że nic się nie dzieje.Przecież to widać.Co biją cię,molestują.Powiedz wreszcie!Nie musisz się niczego bać!Jest wiele placówek i w ogóle.
Spojrzałam na niego ogromnymi oczami.
-O czym ty mówisz?!
-Nie kryj tego!Oni powinni trafić za kratki!
-Kto?!
-Twoi rodzice...
-Cooo...O czym ty pierdo***sz?Nie mam ojca gdybyś chciał wiedzieć!Zmarł!A moja matka kocha mnie z całych sił!A ty takie coś...Wstydził byś się.Odwal się ode mnie debilu!
-Po..po...poczekaj!Ja...ja nie wiedzia..a...łem.
Miałam taką ochotę mu przywalić.Aż mną rzucało.


Jaki ja jestem głupi.Przecież ona nie ma ojca!Muszę to naprawić,bo jeżeli powie to swoim koleżankom to cała szkoła będzie rżała.Zaraz przecież ona nie ma koleżanek.Stop!Co ja w ogóle mówię?!Dzisiaj znów pójdziemy razem i ją przeproszę pójdzie prosto.
Czekałem po lipą.Zjawiła się.Szła wolno.Wiadomo ,zapewne nie chciała mnie znać.
Zauważyła mnie.
-Hej- i zaciął mi się głos.
Za nią szła kobieta dość wysoka w białej sukni ślubnej,przybrudzonej.Uśmiechnięta.
-Ej!Ona...on...
Dziewczyna popatrzyła się na mnie jak na wariata,ale gdyby to zauważyła.
-Za tobą!-krzyczałem-Odwróć się!
Słyszałem jej śmiech.Przybliżała się do jej szyi.
-Popatrz się za siebie.Za tobą!Uważaj!Biegnij!Ratunku!
Musnęła ustami szyję powoli je odsłaniając.Ugryzła ją...

tobba3.jpg
Tagi: Rozdział 4
26.10.2012 o godz. 21:08

Szybko znalazłam się w domu.Z łzami w oczach i w nadzieją w sercu liczyłam,że to wszystko minie szybko i bezboleśnie.
-Kochanie?-mama wołała mnie z kuchni
-Tak?
-Zejdź tu na dół proszę...Mam ci coś do powiedzenia i chyba się ucieszysz.-powiedziała podekscytowana.
Co ją tak ucieszyło.Przecież nie wychodzi za mąż ,ani rodzina nie przyjeżdża ,bo raczej jej nie mamy.Zeszłam znudzona po schodach.
-No....-pociągnęłam
-Ah kochanie .Chodź się przytulić.
Ścisnęła mnie mocno w talii ,ledwo sięgając bo siedziała na wózku inwalidzkim.Było to tak miłe uczucie,takie ciepłe.Uszy zaczerwieniły mi się tak samo jak policzki.Odwzajemniłam uścisk.
-Kocham cię mamo...-wyszeptałam
-Ah moja córeczko.Ale wróćmy do tej sprawy.
Siadłam na krześle i uśmiechnęłam się jak najszerzej.
-Mów.
-Dzwoniła do mnie ostatnio ciocia Alutka.I wiesz co?Chce nas odwiedzić,a może zamieszka u nas na parę tygodni.I jak cieszysz się?
-Tak mamo-wybełkotałam-to ja już idę się pouczyć,bo dużo zada... nauki znaczy się.
-Dobrze żabeczko.
Kurde! Nienawidzę tej posranej ciotki.Zawsze odzywa się do nas kiedy czegoś potrzebuje,albo jak pokłóci się z mężem.Zawsze truje nam życie.Wykorzystuje matkę ,a ona udaje,że tego nie zauważa.Próbowałam jej to raz wytłumaczyć,ale nie docierało to do niej.Moim zdaniem ona ma nadal nadzieje na jej zmianę i wierzy w to,że tyle dobra daje to odzyska to z podwójna siłą.No cóż nic już na to nie poradzę.


Jednocześnie i jest mi jej żal i jednocześnie ...Nie wiem ,nie potrafię się wysłowić.Na myśl o niej ręce mi się trzęsą.A jeżeli w domu ją biją?Przecież ona może być molestowana.Wszystko mogą z nią zrobić.Jest taka niewinna.
-Adrian!-zawołał mnie ojciec z garażu
-Nooo...
-Chodź tu do mnie natychmiast.
Więc tak jak prosił zrobiłem.
-No szybciej co się tak guzdrzesz?Jak nietota.
-Co się czepiasz?
-No dobra.To zrób...
Nie słuchałem go,nawet nie wiem dlaczego.Zamyśliłem się o ... niczym.Szkoda mi tej Wariatki.Może tylko dlatego przebywała w tych szpitalach.Muszę temu zaprzestać.Tak nie może się dziać.Wiem!Porozmawiam o tym z ciotką.Podobno ma tam jakieś wtyczki w tych sprawach rodzinnych.
-Adrian!
-Co?
-Albo coś zrobisz,albo możesz pożegnać się z komputerem.
-I tak z niego nie korzystam.No dobra co zrobić?


Dobra.Następny dzień.Musze pozbyć się tego natrętnego kolesia.Zaprzestać głupim zaczepkom przekonać matulę o mojej koooochanej ciociuni.
-Wiktorko...-zaczęła mam
-Przestań tak do mnie mówić!
-Dobrze,dobrze...Mam tylko do ciebie małą prośbę. Przyjdź dzisiaj wcześnie ze szkoły.Pomożesz mi posprzątać dom na przyjazd na przyjazd cioci.
-Mamo ona przyjeżdża w środę!A jutro jest sobota.Zresztą nigdzie po lekcjach nie zostaję.Dobra idę ,bo się spóźnię.
-Pa mój aniołeczku.Pozdrów Olę.
-Dobrze,dobrze.
Zatrzasnęłam drzwi i mogłam się pożegnać z ciepłem i miłością.Nic nie mówiłam mojej matce,że nie jestem już z Olką przyjaciółką.Ne chciałam jej załamywać.Opuściła mnie ,gdy znalazłam się pierwszy raz w psychiatrycznym...
O Boże to znowu on...

22.10.2012 o godz. 21:27
Przyszła do szkoły jagby nigdy nic,bo może dla niej wszystko było normalne,lecz mi nie dawało nadal spokoju to światło w lesie.Co mogło się za tym kryć.Moce czy coś w tym stylu?Nie ,przecież to niemożliwe.To nie bajka.Na każdej przerwie podchodziłem do niej i już, już miałem otworzyć usta,a ona uciekała.Tylko przed czym?Przecież jestem normalnym człowiekiem.Nic jej nie zrobiłem.Wygląda całkiem normalnie jak na wariatkę.Fakt może trochę się dziwnie zachowuje,ale przecież ona może być nieśmiała.Wszyscy ją traktują jak jakąś dziwaczkę.Ale nie chodzi ubrana na czarno,nie maluje się za mocno.Zresztą ja nic nie zmienię chodź bym chciał,bo ludzie już tacy są.Wierzą w swoje przekonania i koniec.
Ostatnia przerwa i ostatnia szansa.Podeszła do swojej szafki.Przybliżyłem się.
-Hej!-powiedziałem radośnie.
Spojrzała na mnie wzrokiem pełnym strachu i łez... tak chyba łez.Miała w sobie coś takiego piorunująconego,że uderzyło wprost moje serce.
-Nie bój się...-łagodnie kładłem słowa
-Nie boję się.Czego chcesz?-odburknęła
-Chciałbym porozmawiać.O no ... wiesz.Jak się czujesz?-wybełkotałem
Zacisnęła zęby.
-Ej...Pytałem się coś.Rozumiem,albo i nie.
Znów spojrzałe na mnie tym wzrokiem.
Zamknęła szafkę bardzo dokładnie sprawdzając po kilka razy.Zanim się obejrzałe ona biegła ku wyjściu.Pociągnąłem ją za rękę.
-Co może znowu jakiś dupny kawał wymyśliliście?Wiecie to jest żałosne.Mścicie się na mnie ,a ja nawet nie wiem za co?To,że miałam problemy w dzieciństwie to każdemu moglo się zdarzyć!-mówiąc łza popłynęła jej po policzku-odwalcie się!
Nie mogłem wydobyć z siebie słowa.Stanąłem jak wryty.Czyli jednak to wszystko to prawda i do tego jest taka wrażliwa.
Na lekcji nie mogłem się skupić.Myślałem tylko o niej,chociaż nie wiedziałem jak ma na imię.
-Co taki zamyślony?-spytał mnie podejrzliwie Bartek na lekcji-Zakochany?Hmm...
-Ta i może jeszcze czego?
-I to z tą wariatką?
Popatrzyłem się na niego jak dosłownie pies na kota,który je z mojej miski.


Czego on chciał ode mnie .I znów pobeczałam się przed całą szkołą.I znów jestem w ich oczach wariatką.O czym on chciał porozmawiać?Tylko się wygłupiał.Ale straszy?Buuu...Boże pomóż mi!Przecież wczoraj poszłam normalnie do domu tak jak zawsze .O Jezu i co to ma do tego?Dobra stop ,bo zgłupieje całkowicie.


19.10.2012 o godz. 21:30
Breklin
Tajemnica...
Skąd:
O mnie: Nigdy nie mów ,że masz złe życie, gdy nie wyjdzie ci jeden dzień :* Ciesz się życiem póki możesz
statystyki
sekcja użytkownika
Black and White Graphics